poniedziałek, 18 lipca 2011

Rozdział 2

Alicja o 8.00 była już w łazience i myła twarz. Co za szczęście,że za oknem grzeje słońce, bo dzisiaj spotkanie z brunetem o piwnych oczach i uśmiechu powalającym na kolana. Tylko noga w gipsie. Gdy Alicja rozczesywała swoje blond włosy przyszedł sms.
-Hmm...Pewnie to Kornelia. Miała dziś do mnie przyjść z dziewczynami.- Powiedziała sama do siebie i przeczytała smsy o treści jakiej się spodziewała. Za pół godziny dziewczyny miały być u niej. Więc wyciągła szybko z szafki szarą bokserkę, rurki i szare balerinki. Weszła jeszcze na komputer i nk. Dwie nowe wiadomośći...Jedna wiadomość to zaproszenie od chłopaka, poznanego wczoraj. A druga to: "Cześć. Nareszcie Cię znalazłem. Szukałem Cię na tym portalu ok. pół godziny. Ale nieważne...To mój numer: 564123827. W razie potrzeby pisz. Do zobaczenia dzisiaj."
Alicja omal nie spadła z krzeszła ze szczęścia. Dochodziła już za 3 minuty 9.00, więc pomalowała jeszcze usta błyszczykiem i zaraz rozległ się w całym domu dzwonek do drzwi.
-To do mnie!- Krzykneła Alicja oznajmiając wszystkim w domu,żeby nie otwierali.
Alicja miała siostrę Natalię, która była starsza od Alicji o 4 lata i brata Marcina, który był starszy od niej o 3 lata. Czyli wywnioskować można,że Alicja ma 16 lat. Mieszka jeszcze z mamą i tatą oraz babcią, która jest dla niej jak przyjaciółka.
Alicja otworzyła drzwi i przywitała się z pzyjaciółkami. Dziewczyny poszły na górę i Alicja wszystko im opowiedziała.
-A który to.? Bo trochę brunetów tam było... Jak ma na imię.?- Zapytała Natalia.
-O kurcza noga ! Zapomniałam Wam powiedzieć o wiadomości na nk. A więc chłopak nazywa się Patryk...- Dalej opowiadała Ala.
-Niezle mu zawróciłaś w głowie.-Mówiła Kornelia.
-To nie móżliwe. No przecież...Nic się nie stało. Tym chłopakom, którym się podobam to jakoś zarywali do mnie, no nie? a teraz to na seriio nic się nie dzieje.-Odparła Ala.
-Jak się nic nie stało?! Jak do Cb nie zarywa?! Ja nic się nie dzieje?! Chłopak w knajpce ciągle się na Cb gapił, pózniej oddał Ci torebkę, przecież inny koleś mógł Ci ją też oddać,nie? Odniósł Cię na rękach do domu i jeszcze zaorefował randkę.- Tłumaczyły jej koleżanki.
-No być może..Ale mu się nie raczej nie podobam. A tak wgl. to to nie jest randka tylko zwykłe spotkanie za pomoc, no ! - Alka za żadne skarby nie chciała do siebie dopuścić tej wiadomości. Być może się bała,że znów pozostanie skrzywdzona przez następnego cwaniaka,który tylko bawił się jej uczuciami.
-No to wszystko nam opowiesz po randce i wtedy zobaczymy kto miał rację! To może jutro w parku.? - Powiedziała Maryśka.
-No okey. I to nie jest randka tylko spotkanie ! - Wykrzykneła Alka ostatnie zdanie i rzuciła w Maryśkę rzeczą, która sama popadła jej w ręce. Całe szczęście,że to tylko piórnik, który stał na biórku niż kaktus, który stoi obok lampki.
-No dobra dobra...-Odpowiedziała Marysia i odrzuciła piórnik.
-Pa..-Powiedzialy chórem dziewczyny.- I udanej randki-Dodały trzaskając drzwiami i zbiegły ze schodów ze świadomością,że Alka na pewno ich nie dogoni z gipsem na nodze.
-Do Widzenia! - Zdążyły jeszcze wykrztuśić jej rodzicom i babci i już ich nie było.
Ala zeszła powoli do kuchni zrobić sobie kanapki. Jej rodzice byli w pracy a babcia na zakupach. Mama pracowała w sklepie kosmetycznym a tata był policjantem.Siostra była u chłopaka,więc została w domu sama z Marcinem. Alka smarowała chleb nutellą myśląc o rozmowie z przyjaciółkami. Krążyły jej ciągle w głowie pytania, "czy on mnie kocha?", "czy przyjaciółki mają rację?", "a może to tylko zwykły drań?". Siłowała się z myślami dopóki, ktoś nie zadzwonił.
-Halo?- Odebrała komórkę.
-Alicja?! Szybko wsiadaj w taksówkę z Marcinem i jedz do pobliskiego szpitala!-Mówił zdenerwowany głos ojca Alicji. W oddali było słychać wycie karetki, policji oraz gorzki płacz.
-Tato! Co się stało?!- Pytała Alicja.
-Jedz szybko! My jedziemy już z babcią i mamą do szpitala! Pośpieszcie się! - Powiedział po czym się rozłączył.
Zawołałam szybko Marcina i pociągłam go za rękę przed bramę bez żadnego wytłumaczenia. Zdążyłam tylko wziąść portfel i komórkę.
-Ala! O co chodzi?!- Zapytał zdenerwowany brat.
-Sama niewiem! Jedziemy do szpitala!- Odpowiedziałam wpychając Go do taksówki i pojechaliśmy...W drodze do szpitala wysłałam smsa do Patryka,że nie będę mogła przyjść. Dojechaliśmy do szpitala. Zapłaciłam taksówkarzowi i wbiegłam z Marcinem do szpitala...

4 komentarze:

  1. ej, dawaj kolejną notkę! ;D
    świetne: D

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się ;)
    Kolejny < 3

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurcze szkoda, że spotkanie nie wypaliło, ale tym samym wyszło Ci świetne opowiadanie :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niezły rozdział ; p

    OdpowiedzUsuń